Emocje to nie energia. Emocje to sygnały z ciała.

 
Przed świętami internet znowu pęka od treści o emocjach.
O „uzdrawianiu ran z dzieciństwa”.
O rodzinie.
O tym, co „trzeba puścić, oczyścić, usunąć”.
 
I właśnie dlatego chcę dziś powiedzieć jedno bardzo proste zdanie, które porządkuje ten chaos:
 
„Emocje to energia” nie jest
faktem biologicznym ani naukowym.
To narracja new age, w której pojęcia z fizyki
zostały uproszczone, zmetaforyzowane
i przeniesione na ludzkie ciało — bez podstaw w biologii i neurofizjologii.
 
Emocje to nie energia.
Emocje to sygnały z ciała.
 
Coraz częściej widzę w duchowości język,
który brzmi mniej więcej tak:
– „usuń program lęku”
– „to tylko stary zapis”
– „to nie Twoje, to matriks”
– „to tylko niska wibracja”
 
I warto powiedzieć to jasno:
to nie ma nic wspólnego z ciałem ani z biologią człowieka.
 
Emocje nie są programami.
Nie są wirusem.
Nie są błędem systemu.
 
Emocje to reakcje układu nerwowego.
Powstają wtedy, gdy ciało:
– chroni się,
– reaguje na bodźce,
– próbuje przywrócić równowagę.
 
Nie da się „usunąć” reakcji biologicznej,
tak jak nie da się usunąć odruchu cofnięcia ręki od ognia.
 
A teraz najważniejsze pytanie:
na czym opiera się ta narracja o „programach”?
 
Nie na neurobiologii.
Nie na fizjologii.
Nie na badaniach nad stresem, traumą czy regulacją.
 
Opiera się na:
– metaforach,
– skrótach myślowych,
– języku, który brzmi mądrze, ale nie ma odniesienia do biologii.
 
Problem nie jest w metaforze.
Problem jest wtedy, gdy metafora zastępuje rzeczywistość ciała.
 
Bo kiedy ktoś mówi człowiekowi w lęku:
„to tylko program, usuń go”,
ciało słyszy:
„Twoja reakcja jest błędem.”
A to prowadzi do:
– wstydu,
– samokontroli,
– odcinania czucia,
– dysocjacji.
 
Ciało nie potrzebuje „czyszczenia”.
Ciało potrzebuje:
– bezpieczeństwa,
– czasu,
– regulacji,
– obecności.
 
Duchowość, która uczy walki z emocjami,
nie prowadzi do wolności.
Prowadzi do jeszcze głębszego odłączenia od siebie.
 
Szczególnie przed świętami,
kiedy emocje nie są problemem do naprawy,
tylko sygnałem, że jest za dużo.
 
I to nie jest matriks.
To jest biologia.
 
Justyna